0000-6656-pudelko_b_sml_120

pudełko na makaron

Autor:  magdalena komoń
Gatunek: Poezja
Wydawca: STAROMIEJSKI DOM KULTURY W WARSZAWIE
Data wydania: 2005
Data dodania:  14 lipca 2010, 13:17:23

Krótki opis:

debiutancki zbiór wierszy, wydany przez sdk w warszawie. autorem grafiki i składu jest piotr młodożeniec. o książce napisali: - jakub winiarski: "(...). Magda Komoń, pisząc swoje wiersze, udaje się w podróż do świata, w którym jest więcej zmysłów niż idei, więcej poruszonej, naładowanej energią materii niż pustych gestów, więcej dziecięcej, a może i zwierzęcej instynktowności niż wykoncypowanych przy biurku abstrakcji. I bardzo miło z jej strony, że zechciała zabrać do tego świata innych, czytelników poezji.(...)" - karol francuzik napisał, że bohaterka tych wierszy próbuje zrozumieć świat "organoleptycznie: plucie, lizanie, oblizywanie, ssanie, zagryzanie, ślinienie, całowanie, żucie - to jej atrybuty." - roman honet: "pudełko na makaron to przede wszystkim próba nadania nazwy własnym doświadczeniom, przeszłym i teraźniejszym. "po tamtej stronie było inaczej. rzeka podmywała korzenie. inaczej chciało się jeść i inaczej chodziło po rynku" - zapisała Magdalena Komoń, co sugeruje, że szczególnie intensywnie zostało tu zaakcentowane doświadczenie odkrywania kobiecości, obserwowanie rodzącego się erotyzmu. Można rozumieć "tamtą stronę" jako dzieciństwo, jako dawną miłość, ale powyższa interpretacja wydaje się odgrywać rolę dominującą. Co prawda autorka deklaruje: "nie mam za sobą żadnej historii", ale weźmy to stwierdzenie za ironię albo skromność. W pudełku na makaron znajdujemy kilka historii, czasem równoległych i niezależnych, czasem nierozerwalnie splecionych ze sobą. Pierwszą jest przeszłość, przedstawiona dość arkadyjsko. Dawne lata są magmatyczne, zmysłowe. Wolałbym tu nie porywać się na dzieciństwo jako temat ujmowany całościowo, ale widać że przynajmniej do kilku epizodów autorka ma pewien sentyment. Przedstawia je sensualnie, były to chwile, gdy "czas rozpinał się na grudkach lata", gdy "należało dać sobie dużo światła / krzyżować". Czasem sięga po rodzinny epizod: "z ojcem przełaziła przez dziurę w płocie / było to leniwe wciskanie się w wiatr", niekiedy kreśli ogólniejsze sceny: "kobieta ze wsi odeszła przed wieczorem / łapała słońce jak nierówny oddech - / błąkała się po napuchniętych fotografiach / próbując odnaleźć korzenie sadzonych drzew". Drugą historią mogłoby być rozpoznawanie świata przez zmysły, z wyraźnym uwzględnieniem smaku. Magdalena Komoń tworzy postać funkcjonującą organoleptycznie: "wetknęłam palec w kostkę masła: / lśnią mi jeszcze usta". Niekiedy mamy tu do czynienia z jakąś zawoalowaną formą drapieżności, wzbudzanego pod wpływem chwili, nieobliczalnego impulsu: "chciałam wejść do namiotu / i ugryźć tę rybę w kark [...] chciałam tylko spróbować ją ugryźć. / tak jak próbuje się skakania na skakance, / całowania żółwia, podważania zdania", czasem ten sposób doświadczania rzeczywistości przybiera charakter erotyczny: "tymczasem liżemy nabieramy / mamy mało i to mało od siebie / bierzemy". Ta zmysłowość została posunięta do tego stopnia, że można odnieść wrażenie, jakby bohaterka udzielała swoich suwerennych właściwości częściom jej ciała. Nadawała im autonomię: "lśnił mi pępek próbując wylizać / sobie miejsce w środku mojego ciała". Sama cielesność odgrywa w poezji Magdaleny Komoń istotne znaczenie. Obcujemy z liryką w zasadzie wypreparowaną z metafizyki, w jej miejsce została wstawiona fizykalność. Ciało jest tu fundamentem, jedyną poręką, niepowtarzalnym punktem odniesienia. Dlatego Komoń wyczulona jest na typowe zagrożenia dla cielesności: "gdy we mnie znajdą to zwierzę / to nie po węzłach chłonnych / będzie się wspinało. będzie / w środku od razu. skulone. / może będzie wrzeszczeć / i będziemy się zabijać". Jest jeszcze trzecia historia, prosta i potrzebna. Nazwałbym ją krótko: dążeniem do zakorzenienia, posiadania własnego miejsca, koniecznie podzielanego z drugą osobą. Magdalena Komoń czasem nawiązuje do tego żartobliwie: "zacznijmy krzyżować nasze roślinki zacznijmy pączkować, już". Lecz gdy zapisuje "stopami masujesz / moje ciało na plecach niosąc wbijasz nas w ziemię. pikujemy", sprawa robi się znacznie poważniejsza. Widać, że chodzi o rodzaj spełnienia, który nawet lot zmienia w spadanie. Ale inaczej nie sposób. To jedyna możliwość, bowiem w wierszach Magdaleny Komoń miłość jest sprawą absolutnie ziemską. "

Fragment:

rytuały: nic innego

pod stołem po kolei pęczniała nasza bezczelna młodość.

wetknęłam palec w kostkę masła:

lśniły mi teraz usta. w garnku na kuchni parzyła się fasola.

zajrzałam do środka i moja nieświadomość zsunęła się
jak majtki. wyrzuciłeś opakowanie i wtedy odkryłam
wtórną rolę przykrywania i parowania. parzenia

jarzyn. skórka delikatnie zsuwała się w przepaść jakby

nic innego nie istniało. nasze milczenie rozkręcało

słoiki i butelki. graliśmy w kapsle. wsypywałeś ziarna.

potrząsanie wprawiało w rytm cały dom. kipiały

w nas wczorajsze kłótnie. trzeszczała podłoga.

ruszaliśmy palcami w butach

a skórki wspinały się po paznokciach. na czas jakby.

nic innego nie istniało.

 

--------------------------------------------------------------------

 

wejście

mówiłam matce nie przesadzaj

nasze drzewo w tym roku musi zakwitnąć

trzeba dokładnie oznaczyć wujków wykopać

rzeki narysować mosty pochlapać krochmalone

obrusy tworzyć historię bo ona tworzy nas:

 

w kieszeniach śpią plastikowe zwierzęta

kaśka wybrała papugi bo nie muszą odlatywać

na zimę daj mi ogród będę ściskać korzenie

pomiędzy nogami wysiadywać pąki

 

porywam księcia na wypchanym rumaku

powietrzem zapełniam mapy zagubionych

mieszkań kochanków kryję miękkim ołówkiem

kołdrą zarzuconą na ramię by przytrzymać oddech

 

właściwie nie wierzę że wspólnie można dzielić

 

moja płeć jest pod stołem wrzucam za stanik chrząszcze

żyrafy podgryzają pędy żył w nadgarstkach – wyjmij

ręce z kieszeni

 

spod koszulki wystaje cienki pręt

przerywany wąskimi korytarzami

obie myślimy że tędy uda się przejść

 

wchodzimy w sen

 

--------------------------------------------------------------------

 

fermentacja przez pępek Łucji

 

rozpiął się i wsunął mi głowę

pod koszulkę ślinił mi pępek

próbując wylizać sobie miejsce

w środku mojego ciała przejść

na drugą stronę: tam gdzie poszewka

staje się poduszką gdzie dojrzewają

korzenie pieprzyków plemniki rozniecają

nowe życie i nakłuwają mięso tkanek

nie mam za sobą żadnej historii

pachnę jabłkami które starannie

rozluźniają miąższ przechodzą w wino

 

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się