pudełko na makaron
Data dodania: 14 lipca 2010, 13:17:23
Krótki opis:
debiutancki zbiór wierszy, wydany przez sdk w warszawie. autorem grafiki i składu jest piotr młodożeniec. o książce napisali: - jakub winiarski: "(...). Magda Komoń, pisząc swoje wiersze, udaje się w podróż do świata, w którym jest więcej zmysłów niż idei, więcej poruszonej, naładowanej energią materii niż pustych gestów, więcej dziecięcej, a może i zwierzęcej instynktowności niż wykoncypowanych przy biurku abstrakcji. I bardzo miło z jej strony, że zechciała zabrać do tego świata innych, czytelników poezji.(...)" - karol francuzik napisał, że bohaterka tych wierszy próbuje zrozumieć świat "organoleptycznie: plucie, lizanie, oblizywanie, ssanie, zagryzanie, ślinienie, całowanie, żucie - to jej atrybuty." - roman honet: "pudełko na makaron to przede wszystkim próba nadania nazwy własnym doświadczeniom, przeszłym i teraźniejszym. "po tamtej stronie było inaczej. rzeka podmywała korzenie. inaczej chciało się jeść i inaczej chodziło po rynku" - zapisała Magdalena Komoń, co sugeruje, że szczególnie intensywnie zostało tu zaakcentowane doświadczenie odkrywania kobiecości, obserwowanie rodzącego się erotyzmu. Można rozumieć "tamtą stronę" jako dzieciństwo, jako dawną miłość, ale powyższa interpretacja wydaje się odgrywać rolę dominującą. Co prawda autorka deklaruje: "nie mam za sobą żadnej historii", ale weźmy to stwierdzenie za ironię albo skromność. W pudełku na makaron znajdujemy kilka historii, czasem równoległych i niezależnych, czasem nierozerwalnie splecionych ze sobą. Pierwszą jest przeszłość, przedstawiona dość arkadyjsko. Dawne lata są magmatyczne, zmysłowe. Wolałbym tu nie porywać się na dzieciństwo jako temat ujmowany całościowo, ale widać że przynajmniej do kilku epizodów autorka ma pewien sentyment. Przedstawia je sensualnie, były to chwile, gdy "czas rozpinał się na grudkach lata", gdy "należało dać sobie dużo światła / krzyżować". Czasem sięga po rodzinny epizod: "z ojcem przełaziła przez dziurę w płocie / było to leniwe wciskanie się w wiatr", niekiedy kreśli ogólniejsze sceny: "kobieta ze wsi odeszła przed wieczorem / łapała słońce jak nierówny oddech - / błąkała się po napuchniętych fotografiach / próbując odnaleźć korzenie sadzonych drzew". Drugą historią mogłoby być rozpoznawanie świata przez zmysły, z wyraźnym uwzględnieniem smaku. Magdalena Komoń tworzy postać funkcjonującą organoleptycznie: "wetknęłam palec w kostkę masła: / lśnią mi jeszcze usta". Niekiedy mamy tu do czynienia z jakąś zawoalowaną formą drapieżności, wzbudzanego pod wpływem chwili, nieobliczalnego impulsu: "chciałam wejść do namiotu / i ugryźć tę rybę w kark [...] chciałam tylko spróbować ją ugryźć. / tak jak próbuje się skakania na skakance, / całowania żółwia, podważania zdania", czasem ten sposób doświadczania rzeczywistości przybiera charakter erotyczny: "tymczasem liżemy nabieramy / mamy mało i to mało od siebie / bierzemy". Ta zmysłowość została posunięta do tego stopnia, że można odnieść wrażenie, jakby bohaterka udzielała swoich suwerennych właściwości częściom jej ciała. Nadawała im autonomię: "lśnił mi pępek próbując wylizać / sobie miejsce w środku mojego ciała". Sama cielesność odgrywa w poezji Magdaleny Komoń istotne znaczenie. Obcujemy z liryką w zasadzie wypreparowaną z metafizyki, w jej miejsce została wstawiona fizykalność. Ciało jest tu fundamentem, jedyną poręką, niepowtarzalnym punktem odniesienia. Dlatego Komoń wyczulona jest na typowe zagrożenia dla cielesności: "gdy we mnie znajdą to zwierzę / to nie po węzłach chłonnych / będzie się wspinało. będzie / w środku od razu. skulone. / może będzie wrzeszczeć / i będziemy się zabijać". Jest jeszcze trzecia historia, prosta i potrzebna. Nazwałbym ją krótko: dążeniem do zakorzenienia, posiadania własnego miejsca, koniecznie podzielanego z drugą osobą. Magdalena Komoń czasem nawiązuje do tego żartobliwie: "zacznijmy krzyżować nasze roślinki zacznijmy pączkować, już". Lecz gdy zapisuje "stopami masujesz / moje ciało na plecach niosąc wbijasz nas w ziemię. pikujemy", sprawa robi się znacznie poważniejsza. Widać, że chodzi o rodzaj spełnienia, który nawet lot zmienia w spadanie. Ale inaczej nie sposób. To jedyna możliwość, bowiem w wierszach Magdaleny Komoń miłość jest sprawą absolutnie ziemską. "
Fragment:
rytuały: nic innego
pod stołem po kolei pęczniała nasza bezczelna młodość.
wetknęłam palec w kostkę masła:
lśniły mi teraz usta. w garnku na kuchni parzyła się fasola.
zajrzałam do środka i moja nieświadomość zsunęła się
jak majtki. wyrzuciłeś opakowanie i wtedy odkryłam
wtórną rolę przykrywania i parowania. parzenia
jarzyn. skórka delikatnie zsuwała się w przepaść jakby
nic innego nie istniało. nasze milczenie rozkręcało
słoiki i butelki. graliśmy w kapsle. wsypywałeś ziarna.
potrząsanie wprawiało w rytm cały dom. kipiały
w nas wczorajsze kłótnie. trzeszczała podłoga.
ruszaliśmy palcami w butach
a skórki wspinały się po paznokciach. na czas jakby.
nic innego nie istniało.
--------------------------------------------------------------------
wejście
mówiłam matce nie przesadzaj
nasze drzewo w tym roku musi zakwitnąć
trzeba dokładnie oznaczyć wujków wykopać
rzeki narysować mosty pochlapać krochmalone
obrusy tworzyć historię bo ona tworzy nas:
w kieszeniach śpią plastikowe zwierzęta
kaśka wybrała papugi bo nie muszą odlatywać
na zimę daj mi ogród będę ściskać korzenie
pomiędzy nogami wysiadywać pąki
porywam księcia na wypchanym rumaku
powietrzem zapełniam mapy zagubionych
mieszkań kochanków kryję miękkim ołówkiem
kołdrą zarzuconą na ramię by przytrzymać oddech
właściwie nie wierzę że wspólnie można dzielić
moja płeć jest pod stołem wrzucam za stanik chrząszcze
żyrafy podgryzają pędy żył w nadgarstkach – wyjmij
ręce z kieszeni
spod koszulki wystaje cienki pręt
przerywany wąskimi korytarzami
obie myślimy że tędy uda się przejść
wchodzimy w sen
--------------------------------------------------------------------
fermentacja przez pępek Łucji
rozpiął się i wsunął mi głowę
pod koszulkę ślinił mi pępek
próbując wylizać sobie miejsce
w środku mojego ciała przejść
na drugą stronę: tam gdzie poszewka
staje się poduszką gdzie dojrzewają
korzenie pieprzyków plemniki rozniecają
nowe życie i nakłuwają mięso tkanek
nie mam za sobą żadnej historii
pachnę jabłkami które starannie
rozluźniają miąższ przechodzą w wino